RSS
sobota, 31 lipca 2010
List2

Moje ucieczki do nikąd,czyli uciekam do swojego azylu na działkę,jak mam problemy uciekam tam,tam mogę płakać i użalać się nad swoim życiem nikt mnie nie słyszy a w szczegulności dzieci nie chcę by widziały mnie w takim nastroju,tam rozmawiam sama z sobą skarżę się na swój los.Wiem że osobą ktura mnie słyszy jest jedynie Bóg i z nim rozmawiam,pytam co robić i jak mam dalej żyć,popatrzę na fotografię męża czasami ją przytulę tak jak bym jego tuliła popłyną łzy rozpaczy,rozmyślam ipo pewnym czasie wracam do domu,gdy zatęsknię za mężem wpadam tam na działkę by popatrzeć chociasz na fotografię.Często zadaję sobie pytanie dlaczego ja mam take problemy,dlaczego nie mogę cieszyć się miłością tak jak powinno być,za co cierpi mój mąż a ja wraz z nim,kiedy skończą się te koszmary,byśmy mogli cieszyć się szczęściem wspulnie.Wiele bym dała gdybym mogła rozwaliłabym mury uchyliłabym nieba lecz nie jestem w stanie,jedynie co mogę zrobić to modlić się i wieżyć że jeszcze będę szczęśliwa ja i mąż.Mam taką nadzieję.Wieżę że dzieci wreście zrozumieją że mąż jest dla mnie najważniejszą osobą tak samo jak i oni tyle że mąż właśnie nie oni !To on dzieli dobre i złe chwile to jemu zwierzam się nie im to z nim mam być nie z nimi oni są dorośli mają swoje rodziny i muszą to zrozumieć.Irena twierdzi że popełniła błędy w stosunku do męża że zarazem skrzywdziła mnie   że ja cierpię chciałaby naprawić błąd lecz nie ma odwagi,niestety do odwagi trzeba dorosnąć.Ma nadzieję że Mąż jej wybaczy a czy wybaczy tego nie wiem bo uraz zawsze jest urazem.Wiem że Mąż ma dobre serce mimo że jest nerwowy choć i tu go usprawiedliwiam żyje ciągle w stresie,kto nie skosztował tego nigdy nie zrozumie,ja go rozumię bo byłam w identycznej sytuacji jak on,ciągle poniewierałam się razem z dziećmi spałam w piwnicy gdzie były szczury i myszy,tam w jednej z piwnic zrobiłam sobie pomieszczenie spałam mając 2 dzieci Boguś miał 7lat Irenka zaledwie 3miesiące odprowadzałam jedno do szkoły druge do żłobka sama do pracy po pracy odbierałam dzieci i siedzieliśmi cichutko w tej piwnicy by ludzie nie usłyszeli bo nas wyrzucą,niestety nadszedł dzień gdy nas wyrzucili tułałam się po innych piwnicach a to po ludziach,po koleżankach do czasu asz dostałam mieszkanie.musiałam sobie radzić z dziećmi sama,z tą rużnicą że mąż miał gdzie wrucić mógł wrucić do mamy a ja nie ja nie miałam nikogo musiałam żyć i pracować dla dzieci,one tego nie rozumieją i mam nadzieję że gdy staną się rodzicami poznają ten bul i zrozumieją ileż trzeba wyrzeczeń by wychować dzieci,wtedy może zaczną bardziej mnie szanować,bo do tej pory tego nie odczówam raczej ciągle mają pretensję.Wiele mojego włuczęgostwa wraz z dziećmi maleńkimy mogłabym przytoczyć lecz serce mi się kroi na samą myśl,często byłam bita i nie mogłam nawet płakać mimo że prawie byłam konająca dziecko miało zaledwie miesiąc z trudem uciekłam z mieszkania zostawiając dziecko musiałam ratować swoje życie by muc walczyć o dziecko,zimową porą spałam w komurkach na dzrzewo i to z maleńkim dzieckiem tuliłam je rozbierając się by mi nie zamarzło bo był mruz,więc rozumię mojego męża tyle że on był sam ja z dwujką dzieci nie mając dokąd pujść ,musiałam zgodzić się na ponowne katowanie by mieć dach dla dzieci dopuki nie dostanę swojego.Moja gechenna skończyła się gdy otrzymałam mieszkanie dlatego tak walczę o nie by na starość nie mieszkać znów na bruku zbyt wiele cierpień i wyrzeczeń mnie kosztowało by teraz mieszkać na ulicy,wiem że nie każdy to rozumie nie było łatwo go zdobyć co nie znaczy że dziś nie mam problemu,ciągle czepiają się ciągle czegoś chcą muszę robić rzeczy kturych w normalnych warunkach bym nie zrobiła,naprzykład przeganiać bezdomnych gdybym tego nie zrobiła zaszkodziło by mi to bo nie wypełniam poleceń służbowych,nie mogę pyskować choć czasamy bym takie osoby ukantrupiła,niestety oni są Panamy a ja osobą od wykonywania poleceń inaczej mogę stracić dach nad głową.Jedyna nadzieja to gdy przejdę na emeryturę wtedy nie będę od nikogo zależna,dostanę inne mieszkanie i skończą się moje problemy,wtedy odpocznę i psychicznie i fizycznie.

Ciąg dalszy mojego losu nastąpi innym razem.

10:55, zosia3xp
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 lipca 2010
List

Zasiadam dziś do tej strony z swoimy myślami,co mnie trapi trapi mnie niepewność i brak miłości tak brak miłości,mimo iż kocham moja miłość nie odwzajemnioną jest tak to odczówam,nie wiem już jak postępować mam.Kocham nad życie swojego męża,mimo to czuję że on mnie nie,nie chcę go do niczego zmuszać nie chcę by spotykał ze mną się z litości takie coś mi nie potrzebne.On odwiedza mnie jak coś ma do mnie potem milczy tłumacząc się że nie ma czasu,wierzę w to że nie ma czasu bo puźno wraca jeździ na spotkania,ale soboty i niedziele ma wolne,wtedy mógł by się odezwać lecz on równiesz nie ma nawet 5 minut dla mnie,bo po co spotyka się z innymi z terapi bawią się robią spotkania,a ja jestem sama tylko myślę o nim.Jeździ na różne spotkania wiem że i żony mężów równiesz ze swoimi jeżdzą lecz on mi nigdy nie zaproponował bo po co żeby koledzy i koleżanki z AA dowiedzieli się że ja chcę z nim być naprawdę?A może się mnie wstydzi,lub chce udawać wolnego wtedy ma większą swobodę śmiało może udawać wolnego a nuż może uda mu się to o czym myśli.Nie wierzę w to że nie ma innej gdyby nie mniał zachowywał by się inaczej zadzwonił by choćby zapytać co słychać.Owszem był u mnie ale załatwiałam mu sprawę i myślę że był dlatego bo potem zamilkł nie ma czasu na myślenie o mnie.A gdy dzwonił do niego telefon powiedział że to mama nie wierzę w to bo gdyby to była mama chciałaby ze mną porozmawiać zawsze lubiła ze mną rozmawiać,albo by pozdrowiła,a tu nic dziwne było jego zmieszanie udawał ale to było widać ja nie pytałam takie rzeczy się czuje.Wiem że ma inną ukrywa to lecz trudno muszę się z tym pogodzić nigdy nie był szczery wobec mnie zawsze miał jakieś tajemnice o kturych ja jako żona nie mogłam wiedzieć czułam się jak obca osoba,mimo że ja biegłam do niego z najdrobniejszym szczegułem wiedział wszystko,ja nie u niego w domu byłam tak traktowana siostra wiedziała więcej niż ja bo ja byłam obca bolało mnie to że mieli tajemnice wobec mnie a czyż to nie żona i mąż powinni wiedzieć o sobie wszystko i oni dzielić ze sobą dobre i złe sprawy,myślę że dlatego zaczeliśmi się od siebie oddalać bo zamiast wspulnie rozwiązywać problemy on leciał do siostry zwierzał się z naszych problemów jej i z tąd te konflykty ona nastawia go przeciwko mnie a on się jej słucha,boi się jak małe dziecko,lecz mnie niechce wogule słuchać co ona powie jest święte.W małżeństwie nie powinno tak być owszem są pewne sprawy kturych nie można pokonać ale zdanie należy do mnie ja mam takie zdanie nikt mi życia nie będzie ustawiał decyduję sama wbrew wszystkim i choćby stawali murem by było inaczej ja mam swoje zdanie,kocham go i o niego walczę.Lecz widzę że moja walka na nic bo to on musi sam zadecydować nie chcę go zmuszać,moja cierpliwość się kończy.

MAM DOŚĆ ŻEBRANIA SIĘ O MIŁOŚĆ TAKEJ NA SIŁĘ NIE CHCĘ BO CO TO ZA MIŁOŚĆ

jak ja będę go kochać a on będzie się tylko męczył i lepiej będzie jak się rozejdziemi naprawdę bo tak spotkami się raz na jakiś czas zrobię sobie nadzieję rozdrapujemy rany wszystko ożywa na nowo,ja staram się nie wracać do przeszłośći jak by nic się nie stało bo chcę by wrucił lecz widzę on najwyraźniej tego nie chce,a dlaczego bo myślę że mu się to spodobało ma wesołe życie i tego nie chce stracić.Myślę że może ma inną i nie jest pewny jak ułoży mu się z nią dlatego tylko oddzwania jak dzwonię do niego ale jest to prawie wymuszone bo sam od siebie tego nie zrobi.NA zaszej klasie nie pisze twierdzi że nie ma czasu nie wieżę w to był takim zagorzałym internałtą.Założył sobie inną stronę to samo dotyczy MG.kontaktuję się z innymi z innych stron gdzie ja nie mam dostępu nie ma mnie w przyjaciołach ani ja jego wtedy nie widzę czy jest dostępny.Wie że nie będę go zaczepiać udaje że nie wchodzi na strony,nie odpisuje nawet co do niego piszę.Trudno poprostu myślę że mnie ma dość,więc nie będę się narzucać.

Poczekam jeszcze trochę i zrobić muszę ostateczny krok mimo miłości,wiem że to będzie bolało lecz muszę jakoś przeżyć gorzej boli teraz ciągle mieć nadzieję i czekać zadzwoni czy nie napisze czy nie wejdzie na stronę czy nie,był czy nie był ciągle sprawdzam nie ma dnia,on się tym nie przejmuje,dla mnie to koszmar i najgorsze jest to gdy już się uspokajam zaczynam oswajać nagle dzwoni a ja jak piorun słucham nic nie wiem co się wokuł mnie dzieje bo dzwoni mąż wtedy nic się nie liczy.Najgorsze jest to że nie powie definitywnie czy mamy poczekać aż zakończy terapię i będziemy ze sobą czy chce zakończyć,trzyma mnie na dystans a ja cierpię kłębią mi się myśli nie wiem co robić poprostu głupieję.

KOCHANY MĘŻU JEŚLI KEDY KOLWIEK BĘDZIESZ TO CZYTAŁ WIEDZ JEDNO TO SĄ MOJE MYŚLI A NIE WYRZUTY DO CIEBIE MUSZĘ GDZIEŚ TO WYRZUCIĆ Z SIEBIE TO MÓJ PAMIĘTNIK JEMU SIĘ ZWIERZAM BO NIE MAM KOMU I Z KIM DZIELIĆ SWOJEGO BULU.

Jedno wiedz że co by nie było kochałam cię i kocham a jeśli kiedy kolwiek mnie zabraknie na tym świecie chcę byś tą stronę i inne po mojej śmierci pokazał moim dzieciom niech przeczytają że miałam do nich żal że nie mogliście się nawzajem zaakceptować.

I nie ważne czy będziesz ze mną czy nie jedno mam takie życzenie by cię nie zabrakło w ostatnim dniu  mym na tym świecie,przekażę to równiesz dzieciom.

Tyle bulu tyle goryczy w tym ostatnim dniu zabiorę ze sobą będę wiedziała tylko ja nie wiem kiedy to nastąpi ale nastąpi napewno.

Dziennik ten będę pisała kiedy nie będę miała znów z kim i do kogo się wyżalić więc robię to na kompie on posłuszny słucha wszystko co dobre i złe nie złości się nawet gdy ubliżasz.Bez obawy możesz go ranić,wierny jest dopuki ma siły i trwa nie tak jak my ludzie.

TERAZ DOBRA NOWINA DZIŚ ZOSTAJĘ PO RAZ DRUGI BABCIĄ U BOGDANA I NOEMI

DALSZY CIĄG INNYM RAZEM.

SOBOTA 31 LIPCA 2010r

Dzisiaj wruciłam do domu z wielką odmianą urodziła wczoraj mi się wnuczka bardzo dóża bo ma asz 420 kg. na imię dano jej Wiktoria,tą radością podzieliłam się najpierw z mężem potem z resztą.Nie widziałam jeszcze jej nadczym ubolewam,niestety muszę iść do pracy,ale ten czas nadrobię innym razem,najważniejsze by była zdrowa.

Gdy dzwoniłam do syna słyszałam ją jak kwiliła to było cudowne,przypomiało mi się moje macieżyństwo tyle że obok mnie nie było nikogo,przy niej był mąż i to jest ważne że w takim dniu jest osoba bliska.

11:50, zosia3xp
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 lipca 2010
Relygyjne2

21:06, zosia3xp
Link Dodaj komentarz »
Relygyjne

19:49, zosia3xp
Link Dodaj komentarz »
Archiwum
Zakładki:
Ulubione